Zmienia się świat, zmieniają się też relacje biznes–NGO
Przez parę dobrych lat pracowałam w biznesie, zanim znalazłam się po drugiej stronie stołu i trafiłam do organizacji pozarządowej. To doświadczenie, niezwykle cenne z mojej dzisiejszej perspektywy pokazało mi, że choć obie strony często mają ten sam cel – pozytywną zmianę społeczną czy środowiskową – to nie zawsze potrafią się ze sobą porozumieć. Czasem dlatego, że używają innego języka. Czasem dlatego, że mają o sobie błędne wyobrażenia.
Co ciekawe, te napięcia nie są wyłącznie praktycznym doświadczeniem organizacji i firm. Potwierdza je również najnowsza literatura naukowa. W opublikowanym w grudniu 2025 roku przeglądzie 221 badań dotyczących partnerstw biznesu i organizacji społecznych autorzy zwracają uwagę na zmianę relacji – od „adversaries” do „allies”, czyli od przeciwników do partnerów. Jednocześnie wskazują cztery główne wyzwania takich współprac: nierównowagę sił, różne logiki działania, rozbieżność celów oraz brak zaufania i ryzyko oportunizmu (From adversaries to allies: cross-sector partnerships for sustainability between businesses and civil society organisations—a systematic literature review and future research avenues – Od przeciwników do sojuszników – jak biznes i organizacje społeczne mogą współpracować na rzecz zrównoważonego rozwoju).
To ciekawy punkt wyjścia do rozmowy o tym, dlaczego współpraca biznesu z NGO wciąż bywa trudna – i co może sprawić, że zamiast relacji opartej na wzajemnej nieufności stanie się rzeczywistym partnerstwem.
Dziś, gdy ESG staje się elementem strategii firm, organizacje społeczne mają szansę wpływać na decyzje biznesowe znacznie wcześniej niż wtedy, gdy pozostaje już tylko krytyka gotowych rozwiązań.
I dlatego, choć temat ten nie raz był już poruszany, warto jeszcze raz rozprawić się z kilkoma mitami, które wciąż towarzyszą współpracy między biznesem a organizacjami społecznymi.
Mit 1. NGO mają wpływ tylko wtedy, gdy krytykują firmy
Przez lata organizacje społeczne były postrzegane przede wszystkim jako strażnicy interesu publicznego. To one zwracały uwagę na nieetyczne praktyki, nagłaśniały przypadki łamania praw człowieka, wskazywały na szkody środowiskowe czy brak dostępności usług. I trudno się dziwić – w wielu sytuacjach właśnie dzięki ich determinacji udawało się doprowadzić do zmian, które bez społecznej presji prawdopodobnie nigdy by nie nastąpiły.
Ta rola nadal pozostaje niezwykle ważna. Są sytuacje, w których nagłośnienie problemu, krytyka czy interwencja są jedynym sposobem na ochronę interesu społecznego. Organizacje pełnią wtedy funkcję watchdogów – patrzą firmom na ręce, przypominają o odpowiedzialności i mobilizują do działania. Ta funkcja wydaje się obecnie istotniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.
Jednocześnie w ostatnich latach pojawiła się druga, w pewnym sensie nawet ważniejsza rola organizacji społecznych – partnera zmiany. Coraz więcej firm dostrzega, że zaproszenie ich do współpracy jeszcze przed wdrożeniem nowych produktów, usług czy strategii ESG, na etapie ich planowania, może zapobiec kosztownym błędom. Perspektywa organizacji społecznych służy nie tylko wystawieniu oceny, ale pomaga spojrzeć na planowane działania oczami osób, których będą one dotyczyć.
Największy wpływ organizacji często nie pojawia się wtedy, gdy raport ESG jest już opublikowany, a kampania wystartowała. Znacznie więcej można zmienić wcześniej – podczas konsultacji, tworzenia strategii, identyfikowania ryzyk czy projektowania konkretnych rozwiązań.
Dobrym przykładem jest kwestia dostępności. Organizacja działająca na rzecz osób z niepełnosprawnościami może oczywiście zwrócić uwagę, że nowa usługa lub aplikacja nie spełnia podstawowych standardów dostępności. Taka interwencja jest potrzebna, ale zwykle oznacza, że problem już wystąpił i wymaga kosztownych zmian.
Znacznie większy wpływ organizacja może mieć wtedy, gdy zostanie zaproszona do współpracy wcześniej – na etapie projektowania usługi. Może wskazać potencjalne bariery, przetestować rozwiązania z udziałem swoich beneficjentów czy zaproponować zmiany, które sprawią, że produkt od początku będzie dostępny dla szerszego grona odbiorców. Korzystają na tym wszyscy – firma unika błędów, a użytkownicy otrzymują lepiej zaprojektowane rozwiązanie.
Podobnych przykładów jest coraz więcej. Organizacje zajmujące się ochroną środowiska pomagają firmom lepiej rozumieć wpływ ich działalności na bioróżnorodność. Fundacje wspierające osoby zagrożone wykluczeniem konsultują działania związane z różnorodnością i inkluzywnością. Organizacje specjalizujące się w prawach człowieka uczestniczą w tworzeniu procedur due diligence czy polityk odpowiedzialnego łańcucha dostaw.
Nie oznacza to oczywiście, że organizacje powinny zrezygnować z funkcji kontrolnej. Wręcz przeciwnie – wiarygodność NGO w dużej mierze wynika właśnie z ich niezależności. Jednak dziś coraz częściej okazuje się, że największa zmiana nie zaczyna się od krytycznego raportu, ale od rozmowy przy jednym stole i wspólnego poszukiwania lepszych rozwiązań. I wydaje się, że tego potrzebują sami zainteresowani, i szerzej – nasz podzielony świat.
Dojrzałe organizacje społeczne nie rezygnują z roli strażnika. Wiedzą jednak, że czasem większy wpływ niż krytyka przynosi udział w projektowaniu rozwiązań, zanim problem w ogóle się pojawi. Oczywiście to wszystko za zgodą decydenta i na jego prośbę.
Mit 2. Firmy nie chcą słuchać organizacji społecznych
W sektorze pozarządowym wciąż pokutuje przekonanie, że biznes interesuje się współpracą z NGO głównie wtedy, gdy potrzebuje poprawić swój wizerunek. Firma realizuje projekt społeczny, robi wspólną kampanię, publikuje informację w raporcie ESG i na tym kończy się jej zainteresowanie. Taki sposób myślenia nie wziął się znikąd – przez lata rzeczywiście zdarzały się współprace, w których aspekt wizerunkowy był ważniejszy niż rzeczywista zmiana.
Ale patrząc na tę relację z drugiej strony stołu, widać coraz więcej powodów, dla których firmy potrzebują organizacji społecznych nie tylko jako partnerów do projektów, ale przede wszystkim jako źródła wiedzy i doświadczenia.
Organizacja społeczna spędza często lata blisko konkretnych problemów i ludzi, których te problemy dotyczą. Zna ich codzienne doświadczenia, bariery i potrzeby. Firma może natomiast mieć świetnych specjalistów od strategii, finansów, prawa czy zarządzania ryzykiem, ale niekoniecznie posiadać równie głęboką wiedzę na temat tego, jak jej decyzje są odbierane przez określone grupy społeczne. A w obecnej rzeczywistości reakcje interesariuszy często stanowią wyzwanie, z którym firmy się borykają.
Weźmy prosty przykład. Firma może chcieć stworzyć usługę dostępną dla osób z niepełnosprawnościami. Z perspektywy biznesowej projekt może wyglądać na zakończony: są wytyczne, jest proces, jest lista wymagań. Organizacja społeczna może jednak zwrócić uwagę na bariery, których firma nie dostrzegła, bo sama nie doświadcza ich na co dzień. Wynika to z prostej przyczyny. Na co dzień zajmuje się realizacją celów biznesowych, nie zatrudnia specjalistów ds. “wszelkich”, np. właściwie identyfikujących bariery dla osób z różnymi niepełnosprawnościami. I w tej sytuacji współpraca z NGO jest bezcenna.
Podobnie jest w przypadku praw człowieka, różnorodności, przeciwdziałania wykluczeniu czy wpływu działalności firmy na lokalne społeczności. NGO często posiadają wiedzę, której nie da się zdobyć wyłącznie z raportów czy analiz rynkowych.
Zmienia się też sam kontekst, w którym firmy i organizacje społeczne się spotykają. ESG coraz rzadziej jest wyłącznie kwestią komunikacji czy raportowania. Firmy muszą lepiej rozumieć swój rzeczywisty wpływ na ludzi i środowisko, identyfikować ryzyka oraz rozmawiać z interesariuszami.
Wymogi związane z raportowaniem zrównoważonego rozwoju, należyta staranność w obszarze praw człowieka, dostępność, różnorodność czy kwestie związane z wpływem społecznym powodują, że firma potrzebuje informacji z pierwszej ręki.
I właśnie tutaj organizacje społeczne mogą odegrać ważną rolę. Mogą nie tylko wskazać problem, ale pomóc go zrozumieć, dostarczyć danych, zaprosić do rozmowy osoby, których problem bezpośrednio dotyczy, a czasem również wspólnie z firmą zaprojektować rozwiązanie.
Warto przy tym pamiętać, że prawdziwy dialog z interesariuszami to coś więcej niż wysłanie ankiety z pytaniem o opinię albo zaproszenie NGO na jedno spotkanie. Jeżeli firma chce rzeczywiście zrozumieć swój wpływ, powinna być gotowa również usłyszeć niewygodne informacje. Organizacja społeczna nie zawsze powie to, co firma chciałaby usłyszeć – i właśnie dlatego jej głos może być wartościowy.
Dobry dialog nie musi oznaczać, że obie strony od początku się ze sobą zgadzają. Chodzi raczej o stworzenie przestrzeni, w której można powiedzieć: „tak wygląda problem z naszej perspektywy”, „takie widzimy ryzyko”, „tego rozwiązania obawiamy się najbardziej”. Dopiero wtedy firma może podjąć bardziej świadomą decyzję. To wymaga ponadprzeciętnej dojrzałości, zarówno organizacji po obydwu stronach, jak i ludzi w nich zatrudnionych.
I to prowadzi do ważnego pytania: co sprawia, że firma rzeczywiście słucha NGO, zamiast potraktować ich udział jako kolejny obowiązek do odhaczenia?
W dużej mierze zależy to od samej organizacji – od tego, czy potrafi przedstawić swoją wiedzę w sposób konkretny, poprzeć ją doświadczeniem i danymi oraz, co równie ważne, zaproponować możliwe rozwiązania. Nie chodzi o to, żeby organizacja przestała być krytyczna. Chodzi o to, żeby jej krytyka mogła stać się początkiem rozmowy prowadzącej do zmiany, a nie tylko jej końcem.
I właśnie dlatego współpraca biznesu z NGO nie musi być grą, w której jedna strona mówi, a druga się broni. Dobrze poprowadzony dialog może być sytuacją, w której obie strony dowiadują się czegoś, czego wcześniej nie wiedziały. A to często jest najlepszy punkt wyjścia do realnej zmiany.
Mit 3. Żeby współpracować z biznesem, trzeba się znać na ESG
Kiedy ESG stało się jednym z ważniejszych tematów w świecie biznesu, wiele organizacji społecznych mogło odnieść wrażenie, że aby być traktowanym przez firmy jako partner, trzeba najpierw nauczyć się całego nowego języka: CSRD, ESRS, double materiality, due diligence, KPI, łańcuch wartości… Lista pojęć potrafi być długa i dla osoby spoza biznesu może wyglądać jak osobny język.
Tymczasem organizacja społeczna nie musi być ekspertem od ESG, żeby być bardzo wartościowym partnerem dla firmy.
Firma może potrzebować eksperta, który pomoże jej przygotować raport zgodny z ESRS. Ale niekoniecznie tego samego eksperta potrzebuje, żeby zrozumieć, jaki wpływ jej działalność ma na określoną grupę społeczną.
I tu właśnie pojawia się miejsce dla organizacji społecznych.
Fundacja zajmująca się osobami z chorobą Alzheimera nie musi znać wszystkich wymogów dotyczących raportowania ESG. Jej największą wartością jest coś zupełnie innego – wiedza o tym, z jakimi problemami mierzą się osoby z chorobą i ich opiekunowie, jakie bariery napotykają i jakie rozwiązania rzeczywiście mogą im pomóc.
Organizacja działająca na rzecz osób z niepełnosprawnościami może nie wiedzieć, jak prawidłowo zbudować wskaźnik ESRS. Ale może doskonale wiedzieć, dlaczego rozwiązanie zaprojektowane przez firmę nie będzie dostępne dla części użytkowników.
Organizacja zajmująca się ochroną środowiska nie musi być specjalistą od raportowania. Może natomiast mieć wieloletnie doświadczenie w zakresie ochrony konkretnych ekosystemów, bioróżnorodności czy wpływu działalności człowieka na lokalne środowisko.
I właśnie za tę wiedzę firmy mogą być gotowe zapłacić albo zaprosić organizację do długofalowej współpracy.
Współpraca z biznesem nie powinna polegać na tym, że NGO próbuje udowodnić, że zna wszystkie skróty używane w świecie ESG. Jej przewagą jest często właśnie to, że patrzy na problem z innej perspektywy.
Firma może wiedzieć, jak zmierzyć wpływ. NGO może pomóc odpowiedzieć na pytanie, co właściwie warto mierzyć i jak ten wpływ wygląda w życiu konkretnych ludzi. Firma może znać przepisy dotyczące należytej staranności. Organizacja społeczna może wiedzieć, gdzie w praktyce występują największe problemy i jak rozmawiać z grupami, których te problemy dotyczą.
To nie jest brak kompetencji. To jest wiedza komplementarna, bez której nie da stworzyć się pełnego obrazu rzeczywistości.
Oczywiście znajomość podstaw ESG może organizacji bardzo pomóc. Ułatwia zrozumienie, czego firma potrzebuje, kto w organizacji podejmuje decyzje i jak wiedza NGO może zostać wykorzystana w strategii czy procesach biznesowych. Nie oznacza to jednak, że organizacja powinna próbować stać się „małą firmą konsultingową”.
Wręcz przeciwnie – jej siłą może być autentyczność i doświadczenie, którego nie da się łatwo zastąpić. Jeżeli NGO przez lata pracuje z określoną grupą społeczną, prowadzi badania, realizuje projekty i zna problemy swoich beneficjentów, to właśnie tę wiedzę powinno wnosić do współpracy. Można nauczyć się podstaw ESRS. Znacznie trudniej w kilka miesięcy zdobyć wieloletnie doświadczenie w pracy z konkretną społecznością.
To nie znaczy, że NGO może całkowicie ignorować sposób działania biznesu. Jeżeli organizacja chce mieć wpływ na decyzje firmy, dobrze, żeby potrafiła pokazać, dlaczego jej wiedza jest dla firmy ważna.
Zamiast mówić wyłącznie:
„To jest ważny problem społeczny”,
warto czasem powiedzieć:
„To jest problem, który może dotyczyć określonej grupy waszych klientów lub pracowników. Mamy dane i doświadczenia pokazujące, jak ten problem wygląda w praktyce i możemy pomóc wam znaleźć rozwiązanie”. To niewielka zmiana sposobu komunikacji, ale może bardzo zmienić odbiór organizacji przy biznesowym stole.
Współpraca NGO z biznesem nie powinna być konkursem na to, kto zna więcej regulacji, standardów i wskaźników. Firma i organizacja społeczna mają różne kompetencje – i właśnie dlatego mogą się wzajemnie uzupełniać.
Biznes może wnieść skalę, zasoby, technologię i możliwość wdrożenia rozwiązania. NGO – wiedzę o problemie, doświadczenie grup, których on dotyczy, oraz perspektywę, którą firma nie zawsze jest w stanie zdobyć samodzielnie.
Najważniejsze więc nie jest pytanie: „Czy znamy się na ESG?” Lepiej zapytać: „Co wiemy o problemie, którego firma sama może nie być w stanie dobrze zrozumieć?”
Jeżeli organizacja potrafi na to pytanie odpowiedzieć, ma już coś bardzo wartościowego, z czym może usiąść do rozmowy z biznesem.
Mit 4. Firmy oczekują od NGO wyłącznie realizacji projektów społecznych
Współpraca biznesu z organizacjami społecznymi nie musi ograniczać się do finansowania i realizacji projektów społecznych. NGO mogą być dla firm również partnerem eksperckim, konsultantem, trenerem, źródłem danych czy partnerem w dialogu z interesariuszami. Coraz częściej ich wartość polega właśnie na wiedzy, doświadczeniu i dostępie do perspektyw, których firma nie jest w stanie zbudować wyłącznie wewnętrznie.
Ekspertyza
Organizacje społeczne często dysponują specjalistyczną wiedzą dotyczącą konkretnych grup społecznych, problemów środowiskowych czy wyzwań społecznych. Mogą wspierać firmy w rozpoznawaniu ryzyk, interpretowaniu zmian społecznych i projektowaniu działań odpowiadających na realne potrzeby.
Konsultacje
NGO mogą pełnić rolę konsultanta przy tworzeniu lub aktualizacji strategii, polityk i programów. Ich niezależna perspektywa pozwala spojrzeć na planowane działania z punktu widzenia interesariuszy i wskazać obszary, które mogą wymagać zmiany.
Szkolenia
Organizacje mogą również dzielić się swoją wiedzą poprzez szkolenia i warsztaty – zarówno dla pracowników, jak i dostawców czy partnerów biznesowych. Szczególnie wartościowe może być tu doświadczenie NGO w obszarach takich jak prawa człowieka, różnorodność, włączenie społeczne czy kwestie środowiskowe.
Dialog z interesariuszami
NGO mogą pomóc firmom lepiej rozumieć oczekiwania grup, z którymi przedsiębiorstwo ma kontakt. Mogą być partnerem w prowadzeniu dialogu, konsultacjach czy procesach angażowania interesariuszy, szczególnie tam, gdzie potrzebna jest niezależność i zaufanie.
Badania i impact measurement
Organizacje społeczne mogą być również partnerami w badaniach oraz pomiarze efektów działań firmy. Dzięki znajomości problemu i dostępowi do określonych grup mogą pomóc nie tylko odpowiedzieć na pytanie „co zrobiliśmy?”, ale przede wszystkim „jaki to przyniosło efekt?”.
Co sprawia, że firmy chcą współpracować właśnie z daną organizacją? Nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi. Z perspektywy biznesu szczególnie wartościowe są organizacje, które potrafią rozmawiać językiem rozwiązań, a jednocześnie dobrze rozumieją realia funkcjonowania firmy. Liczą się także wiarygodność, doświadczenie i umiejętność opierania rekomendacji na danych.
Ważna jest również gotowość do wspólnego szukania odpowiedzi. Czasem najbardziej profesjonalną odpowiedzią nie jest „wiemy”, ale: „Nie wiemy, ale możemy to wspólnie sprawdzić.” Taka postawa buduje zaufanie i tworzy przestrzeń do rzeczywistego partnerstwa, zamiast ograniczać współpracę do prostego zlecenia projektu.
Na koniec: nie chodzi o to, żeby mówić firmom, co mają robić
Organizacje społeczne nie muszą wybierać między rolą partnera a rolą strażnika. Obie są potrzebne. Kluczem jest umiejętność rozpoznania momentu, w którym większą wartość przyniesie głośne zwrócenie uwagi na problem, a kiedy lepszym rozwiązaniem będzie wspólne poszukiwanie odpowiedzi.
Warto też, żeby organizacje same dostrzegały wartość tego, co mają do zaoferowania. Wiedza o konkretnych grupach, wieloletnie doświadczenie, znajomość problemów i perspektywa osób, których dotyczą decyzje biznesowe, to kompetencje, które firma nie zawsze może zbudować we własnym zakresie. Nie trzeba być ekspertem od każdego elementu ESG, żeby mieć przy biznesowym stole coś naprawdę ważnego do powiedzenia.
Dlatego NGO powinny śmiało, z większą odwagą wychodzić do firm ze swoją wiedzą i doświadczeniem – nie tylko wtedy, gdy chcą zwrócić uwagę na problem, ale również wtedy, gdy widzą przestrzeń, w której ich kompetencje mogą pomóc stworzyć lepsze rozwiązanie. Nie muszą czekać na zaproszenie, żeby uznać, że ich wiedza jest dla biznesu wartościowa.
W świecie ESG właśnie takie połączenie niezależności, eksperckiej wiedzy i gotowości do współpracy może coraz częściej prowadzić do trwałej i realnej zmiany.

